Rhinoseptoplastica in anaesthesia localis

Posted on Marzec 30, 2009. Filed under: Życie | Tagi: , , |

Dzień pierwszy:

24 marca 2009, po pół roku czekania przyszedł czas wykonać tytułowy zabieg prostowania przegrody nosowej.
Godzina 8, poczekalnia D40 w Lubińskim MCZ. Paru pacjentów przede mną, ale cóż, można poczekać. W międzyczasie do gabinetu obok przychodzą ludzie na chemioterapię… Dziwne, cholernie dziwne uczucie patrzenia na tych ludzi, niektórzy poważni, inni trochę mniej, „na kroplóweczkę przyszli”. Wreszcie moja kolej. Wchodzę, słyszę tylko, że mam poczekać, bo nie wiadomo czy są miejsca na oddziale, pani doktor pójdzie sprawdzić. OK, nie ma sprawy, ale ja wiem swoje – to nie zajmie mniej jak 30-40 minut, w końcu to aż 6 pięter do pokonania windą…
Doktor wróciła po 45 minutach, zawołała mnie jeszcze raz do siebie i powiedziała, że mam jechać na górę po przepustkę i badania, „zabieg odkładamy do jutra”. Nie ma sprawy, czekałem ponad 180 dni, jeden dzień więcej niczego nie zmienia, a pozwoli się jeszcze bardziej oswoić z myślą pożegnania krzywej przegrody 🙂
Chwila czekania i… oto jest! upragniony pojazd, winda do… do… no, może nie nieba, ale na górę – i owszem 😉
Na korytarzu poza mną tylko 2 osoby, pan z córką, na oko 14-letnią. Oddziałowa każe mi położyć skierowanko i spadać na koniec korytarza. Po jakichś 5 minutach prosi z powrotem do siebie. Ach te kobiety, cholernie niezdecydowane… Dostałem znany już sobie z poprzednich badań pojemniczek na siuśki, wypadałoby coś z nim zrobić. Wiadomo co, kurde, nie będę o tym pisał, wstydzę się, noooooo.
Odłożyłem kubeczek na miejsce przeznaczenia, tu ciekawostka, którym była otwarta skrzynka na narzędzia. Pomysłowe. Potem jeszcze pobieranie krwi, wchodzę więc i daję pielęgniarce rękę i… w tym momencie słyszę jak oddziałowa na dyżurce drze na pół oddziału moje nazwisko. Pielęgniarka właśnie skończyła pobierać mi krew i zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć zgięła mi rękę, uprzednio zakrywając dziurkę po igle wacikiem. Szprytna i profeszjonalna bestyja. Wróciłem do oddziałowej (Dziwnie wyrazem twarzy, wyglądem i zachowaniem przypominała mi moją wuefistkę z klasy pierwszej, czyżby porzuciła trenowanie SWAT na rzecz pracy w oddziale otolaryngologicznym?), która miała za zadanie przeprowadzić ze mną wywiad. Wiecie, takie tam standardowe pytania o ostatnie badania, zabiegi, wizyty u fryzjera, uczulenia, itp.
Podpisałem przepustkę, dostałem kartkę informacyjną w stylu: „W dniu przed zabiegiem po 22 nic nie jeść i n ie pić”. Czas czekania do zabiegowego, w celu kwalifikacji do zabiegu. Po jakiejś godzince stwierdziłęm, że mi się chce pić. A portfel został w torbie w szatni! Cóż, czas ruszyć dupkę na dół…
Szlag! Szatniarz ma teraz przerwę, jeszcze… 29 minut! Mimo to postanowiłem spróbować do niego zagadać, może wyda mi torbę. Wydał, kochany pan szatniarz. Picie kupione, wypite. Wracam na górę. Po dodatkowych 30 minutach czekania obejrzała mnie ordynator i stwierdziła, że ten zabieg należy mi się jak psu kość. Odebrałem to jako komplement.
Wyszedłem z zabiegowego, zbieram się do wyjścia, nagle pielęgniarki zatrzymują mnie i dwóch innych gości.
„Chyba jednak miejsce się dla panów znalazło”, powiedziała jedna z nich. Przydzielili mi służbowy „garniak”. Różowy. W kratkę. Śliczny. Wypadałoby wziąć torbę z szatni i zanieść gdzieś resztę ciuchów. Zostałem skierowany do depozytu, 7 pięter niżej. Ale najpierw poziom 0, odebranie torby i znów -1, gdzie dowiedziałem się, że nie przyjmą mi ciuchów, a „dziewczyny z laryngologii znów dostaną po pysku za złe odsyłanie ludzi” ^^. Skierowali mnie na izbę przyjęć, czyli powróóóóóóóót na sam początek historii.
Tłum ludzi, mam znów czekać godzinę?! Akurat wychodzi pacjentka, spytałem więc następnego pana w kolejce czy mogę powiedzieć lekarzowi kierującemu, że jednak zostaję dziś na oddziale.
„Nie, ja musiałem czekać i pan też zaczeka!” – powiedział z oburzeniem i dzikim chamstwem w oczach. Ale niestety, los chciał inaczej, lekarka gdy tylko mnie zobaczyła przez otwarte drzwi kazała panu jeszcze chwilę poczekać 🙂 Dostałem drugą piżamę, gdyż poprzednia została na oddziale, na łóżku. przebrałem się i oddałem swoje rzeczy, które powędrowały potem do depozytu. Powrót na piętro 6, wchodzę do sali.
Na swoich łóżkach pan Ryszard i pan Witold, ten pierwszy wychodzi jutro, ten drugi dopiero czeka na zabieg, nie pytałem jaki, ale miał coś z wypalaniem laserem w gardle i tracheotomią, zgaduję więc, że to coś poważniejszego. Przychodzi pielęgniarka, „rozdają” wenflony, więc jestem zmuszony jeden dać sobie wkłuć. Hmm, ostatnim razem gdy dostawałem wenflon (12, 13 lat temu?) byłem przekonany, że to boli bardziej 😉
Od godziny 11:30 leżę na łóżku, popijam wodę i napoje, piszę esemesy i oglądam TV.
System Telewizji Szpitalnej to bardzo ciekawy sposób na trzepanie kasy, która teoretycznie idzie dla szpitala. Otóż jedna godzina oglądania TV kosztuje… 2 zł! Teraz kalkulacja: Skoro ktoś leży w szpitalu przez miesiąc, ogląda telewizję po 6 godzin dziennie, to ile kasy na to wydaje? 360 zł na bezczelnie głupie „Klany”, „Same życia”… no, ale Teleekspress czy filmy z Stevenem Seagalem na Polsacie to jeszcze zrozumiem” 🙂
O godzinie 20 poszedłem spać.

Dzień drugi (dzień zabiegu):
Godzina 6:30, słyszę, że ktoś wchodzi do pokoju. Przewracam się na bok, ale nagle szybko odzyskuję świadomość, gdy poczułem przyrząd do pomiaru temperatury w uchu. Do godziny 10 nic nie piję i nie jem, to już 14 godzin, gardło mam jak Saharę, ale będę musiał się jeszcze wycierpieć, najgorsze przede mną…
Po 10 przyszła pielęgniarka, powiedziała, że będę musiał dostać przed zabiegiem 4 zastrzyki. Środki przeciwbólowe,antybiotyk, środki na uspokojenie, i tak dalej…
„Następnym razem jak trafisz do szpitala, to podejdź do kosmetyczki, żeby ci pośladki wydepilowała, lepiej się będzie miejsce do zastrzyków wybierało”, usłyszałem 🙂 Cóż, nie zamierzam tam trafiać drugi raz;)
Następna pielęgniarka przyjechała po mnie wózkiem-łóżkiem, co by mnie po Relanium i „głupim Jasiu” zawieźć na blok operacyjny i co bym nie latał po całej sali, „nie śpiewał”, i tak dalej, gdyż różne są na to wszystko reakcje 😉
Cyk, pyk, ciach i pach, windą piętro wyżej i trafiam z łóżka na wózek, na który nota bene ledwo ledwo trafiłem 🙂 Tak, leki zdecydowanie działały, więc wszystko szło zgodnie z planem 🙂 Przewieziono mnie do następnego pomieszczenia z jakby fotelem, ale z podpórką na głowę. Usiadłem tam (dałem radę samodzielnie :D), po czym pielęgniarka dała mi pierwsze znieczulenie w formie aerozolu do nosa. Gdy dostałem pierwszą dawkę, to myślałem, że wypali mi gardło, te paręnaście godzin bez wody tak wysuszyło mi gardło, że teraz, po tym aerozolu było tam nie Sahara, a co najmniej jakieś suche piekło. Miałem wrażenie, że gardło mi puchnie, nie mogłem złapać oddechu… I tak jeszcze 4 razy, łącznie po 3 na każdą dziurkę od nosa… Następnie zarzuciła mi na twarz taką, hmm… chustę z dziurą na nos. Dostałem 5, może 6 zastrzyków (nie jestem pewien, byłem już nieźle skołowany) do wnętrza nosa, nie czułem większości, poczułem 1, gdy robiła go prosto w przegrodę. Nie bolało, ale jednak poczułem. Przez dziurę mogłem zobaczyć wszystko, postanowiłem jednak zamknąć oczy i nie oglądać tego co się będzie dziać. Usłyszałem pierwsze „chrup”, dźwięk kojarzył mi się ze złamaniem drewnianej deseczki…
„Niżej głowa, będę biła dłutem”, głowa latała mi jak piłka odbijana od ściany, głowę trzymałem siłą wszystkich mięśni szyi w dół, mimo to ciągle słyszałem „Trzymaj głowę niżej, noooo”. Pary razy jeszcze chrupnęło, głowa polatała do góry i na boki, parę razy „odpłynąłem”, było trochę narzekania ze strony pani doktor na „ojoj, ale krzywa przegroda”, ale skończyło się tak jak u reszty, tamponowanie nosa (wypchanie dziurek tamponami) i założenie wacika pod nos podwiązanego ładnie bandażem przez głowę, przez co wyglądałem jak świnka. Zabieg trwał mniej więcej godzinę i podsumowując – nic nie czułem. Zero bólu, zero nieprzyjemności, fajne dźwięki 😉
Trafiłem z powrotem na wózek i dalej na łóżko, wróciłem na oddział, do sali. Po następnych 2 godzinach mogłem się napić, po 17 godzinach nareszcie poczułem wodę w gardle, niebo, niebo powiadam wam! 🙂 (Choć poczułem też, jak wielkie są te tampony w nosie, przeszkadzały mi i czułem je podczas połykania).
Dalej dzień przebiegał w formie: leżeć, pić, pić, pić, jeść, pić,pić i jeszcze raz pić, bo w gardle sucho od oddychania przez usta i spać o 19.
Nie spałem prawie przez całą noc, co 20-30 minut budziłem się, chciało mi się pić, czułem że moje gardło jest suche i należałoby opróżnić trochę butelkę z wodą.

Dzień trzeci:
Standardowe mierzonko temperatury o 6:30, o godzinie 8 wyjmują mi tampony. Przez jakieś 5 czy 6 sekund po wyjęciu poczułem różnicę między tym co było wcześniej, nazwijmy to pseudooddychaniem, a tym co jest teraz, oddech jest pełny i głęboki. Przez 5-6 sekund, gdyż po tym czasie krew pociekła z nosa jak z woda z kranu. I leciała tak przez następne 45 minut, może godzinę. Tyle krwi się zmarnowało i poszło w ligninkę, a jakby zbierali do jakiejś fiolki, czy słoika, to może i by się dla kogoś nadała… 😦
Po tym czasie przyniesione śniadanie zdążyło już wystygnąć, już wiem czemu nikt tego nie jadł. Zupą mleczną można by zabijać, taka była twarda. Zresztą nie chciało mi się jeść, bo usłyszałem, że może dziś wyjdę ze szpitala, good news = dobry początek dnia.
Godzina 12, jestem już w domu, tylko leżę i siedzę, od chodzenia leci mi krew. Do tego mam masakryczny katar. Maść i kropelki pomagają doraźnie, 8-10 godzin spokojnego oddychania, o ile się leży, bo ciągle leci krew.

Dalej, co pokazały kontrole, jest już tylko lepiej. Opuchlizna schodzi, również z górnej wargi, nosek jest już mniejszym kartofelkiem, twarz wygląda o wiele normalniej. Krew troszkę leci, sporadycznie, ale zawsze. Nosek się goi, oddycha się F-A-N-T-A-S-T-Y-C-Z-N-I-E! (choć stare przyzwyczajenia co do głębokości oddechu trzeba jeszcze wyeliminować)
Jeśli ktoś się zastanawia, czy wykonać taki zabieg, to zachęcam, parę dni nieprzyjemności nic nie znaczą dla dalszego lepszego życia. Zabieg jest refundowany przez NFZ, jednak trzeba czekać (u nas właśnie te ok. pół roku), lecz można go wykonać prywatnie w cenie od 4000 do 6000 PLN.
Po zabiegu przez minimum 2 tygodnie nie można pić i jeść gorących potraw, kąpać się w gorącej wodzie, przebywać w saunie, itp., nie można też zbytnio się przemęczać, a tym bardziej dźwigać, czy pracować fizycznie, należy odpoczywać.

Fajnie było 🙂

Reklamy

Make a Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

komentarze 2 to “Rhinoseptoplastica in anaesthesia localis”

RSS Feed for Ventrue’s world Comments RSS Feed

Miałem też ten zabieg i nic mi to nie dało :p
Oddycha się tak samo jak się oddychało a i nos mnie bardziej boli tzn jest jak go ktoś pacnie lekko to czuje, że boli.

Widocznie ktoś coś spieprzył w twojej sprawie, mi to przyniosło natychmiastową ulgę 😉


Where's The Comment Form?

Liked it here?
Why not try sites on the blogroll...

%d blogerów lubi to: